Krwawa awantura o akację. (Małachowa Złych Miejsc)

Zdarzenie z dnia 13 Kwietnia 1931 roku.

W ubiegły poniedziałek pomiędzy godz. 12 a 13 doszło pomiędzy gospodarzami Wincentym Orłowskim a J. Zielińskim z Małachowa Złych Miejsc do gwałtownej sprzeczki, w której toku Orłowski dotknięty do żywego obelżywą uwagą, wydobył rewolwer i oddał do Zielińskiego strzał, raniąc go w prawe udo. W rezultacie Zielińskiego odstawiono do lekarza. Orłowskiego zaś po przesłuchaniu zwolniono, odebrawszy jemu uprzednio broń, na której noszenie nie miał żadnego pozwolenia.

  • Gazeta Gnieźnieńska ”Lech” Nr 87 z dn. 16.04.1931 roku.

Oraz drugi artykuł o tym zdarzeniu z rozprawy sądowej.

Krwawy spór o akację. Za usiłowanie zabójstwa dwa lata ciężkiego więzienia.

Przed wydziałem karnym tut. Sądu Okręg. Rozpatrywano w ub. wtorek sprawę przeciwko 30-letniemu rolnikowi Wincentemu Orłowskiemu z Małachowa, oskarżonemu o usiłowanie zabójstwa sołtysa Jana Zielińskiego z Małachowa. Rozprawie przewodniczył wiceprezes S.O. sędzia Hoppe przy współudziale sędziego Wielickiego i sędziego Igłowicza, oskarżenie wnosił asesor prokuratury Stanek. Tło sprawy w świetle postępowania dowodowego przedstawia się następująco: W dniu 13 Kwietnia 1931 roku oskarżony bawił w Witkowie, gdzie wspólnie z pewnym znajomym wypił w jednej z tamtejszych restauracji przy Rynku kilka kieliszków koniaku. Po powrocie do domu żona pokazała mu list od zarządu dóbr niechanowskich, w którym ten ostatni domaga się zapłacenia 12 zł odszkodowania za nieprawne ścięcie akacji stanowiącej własność dóbr. Zirytowany Orłowski udał się wówczas w towarzystwie swego teścia Ratajczaka do sołtysa Zielińskiego, którego uważał za sprawcę doniesienia i począł mu czynić gwałtowne wymówki. Między obu mężczyznami doszło do ostrej sprzeczki, przy czym oskarżony pod wpływem alkoholu zaczął sołtysowi grozić, że go zastrzeli, że go odda do policji itp. W pewnej chwili, gdy sprzeczka osiągnęła punkt kulminacyjny, osk. pchnął Zielińskiego a następnie wyjął z kieszeni rewolwer i strzelił do bezbronnego sołtysa, raniąc go w lewe udo. Nie bacząc na dotkliwy ból, jaki mu sprawiała rana, Zieliński w obawie o swoje życie schronił się za stojącego opodal na podwórzu teścia osk. Ratajczaka i temu tylko ma do zawdzięczenia, że nie odniósł dalszych ran, gdy Orłowski w swym podnieceniu strzelił w jego kierunku jeszcze 5 razy. Na rozprawie osk. twierdzi, iż o całym zajściu nic sobie nie przypomina, był bowiem podchmielony i do tego stopnia zirytowany, że nie zdawał sobie w ogóle sprawy z tego, co czyni. Brak pamięci tłumaczy osk. tym, że swego czasu, gdy pracował jako górnik w Westfalii, otrzymał tak silne uderzenie w głowę, że od tego czasu cierpi często na bóle głowy i traci pamięć o tym co robił. Po przesłuchaniu świadków zabrał głos oskarżyciel publiczny, który wniósł dla osk. o 4 lata ciężkiego więzienia. Po dłuższej naradzie przewodniczący ogłosił wyrok, na mocy którego osk. Orłowski został uznany za winnego zarzuconej mu zbrodni, za co skazuje się go na 2 lata ciężkiego więzienia oraz ponoszenie kosztów postępowania sądowego i opłat sądowych.

  • Gazeta Gnieźnieńska “Lech” Nr 257 z dn. 6 Listopada 1931 roku.