Reemigrant z Francji pobił ciężko nauczyciela.

Reemigrant z Francji pobił ciężko nauczyciela.

Artykuł z Gazety gnieźnieńskiej ” Lech” Nr. 142 z dn. 20 Czerwca 1936 roku.

( Tekst i słownictwo oryginalne z epoki. )

W Ruchocinku w powiecie gnieźnieńskim osiedlił się reemigrant z Francji, Michał Wojciński. Dzieci jego, uczęszczające do szkoły powszechnej w Ruchocinie, nie zbyt dobrze się tam zapisały, zwłaszcza pod względem wychowania religijnego. Na tym tle raz po raz otrzymywały jedno godzinny areszt, z którego nie omal zawsze uciekały. W ub. poniedziałek, gdy jedno z dzieci przytrzymano w areszcie, w szkole zjawił się ojciec, Michał Wojciński wraz z żoną, zaopatrzony w dziabkę (motykę) i napadł na kierownika szkoły p. Kuśnierkiewicza, któremu zadał bardzo silne i niebezpieczne urazy cielesne, wskutek których wybite zostały wszystkie zęby. Michała Wojcińskiego oraz jego żonę policja aresztowała i odstawiła do więzienia przy S.O. w Gnieźnie.

Oraz drugi artykuł dotyczący pow. zdarzenia.

18 – Wrzesień – 1936 r.

Za bestialskie pobicie kierownika szkoły
skazany został reemigrant z Francji na jeden rok więzienia.

Niezwykle znamienną dla obecnych stosunków sprawę rozpatrywał w dniu wczorajszym tut. Sąd Okręgowy. Na ławie oskarżonych zasiadł reemigrant z Francji a obecnie chałupnik w Ruchocinku, Michał Wojciński, oskarżony o lżenie narodu polskiego, o napaść na urzędnika oraz o ciężkie uszkodzenie ciała, kierownika szkoły w Ruchocinku, p. Kuśnierkiewicza. Jako współoskarżona zasiadła żona Wojcińskiego, Marta, oskarżona o to, że wygrażała p. Kuśnierkiewiczowi pięściami, krzyczała na niego, i nie chciała dopuścić do zamknięcia przezeń drzwi, prowadzących do klasy. Całe to zajście miało miejsce 13. Czerwca. Zaczęło się od błahostki. Mianowicie p. Kuśnierkiewicz polecił zatrzymać w szkole syna Wojcińskich za to, że nie odrobił w domu zadanych lekcji. Dowiedzieli się o tym Wojcińscy i przybiegli na teren szkolny, gdzie Wojciński począł miotać różne wyzwiska na Polskę, dopuszczając się publicznie zelżenia państwa polskiego. P. Kuśnierkiewicz nie chcąc dopuścić do awantury, polecił dzieciom wejść do klasy i sam udał się za nimi do szkoły. Zapalczywa Wojcińska poczęła wówczas męża popychać w kierunku Kuśnierkiewicza, przy czym groziła mu pięściami i krzyczała na niego. Gdy p. Kuśnierkiewicz chciał zamknąć drzwi od klasy, wsunęła nogę między futrynę i pchnęła drzwi, po czym wraz z mężem wdarła się do klasy. Ten ostatni rzucił się tutaj na p. Kuśnierkiewicza z t.z.w. haczką a później z drewnianym pantoflem i torbą z książkami, bijąc go po głowie i reszcie ciała. Wreszcie obalił go na podłogę, gdzie zadał mu kilka dalszych uderzeń, w następstwie których p. Kuśnierkiewicz doznał wstrząsu mózgu oraz szeregu okaleczeń na twarzy, prawym ramieniu i prawej stronie klatki piersiowej . Wszystkie te szczegóły potwierdzili świadkowie na rozprawie, co uwypuklił też w swoim przemówieniu p. prok. Zajączkowski. Stwierdziwszy, że osk. Wójciński jest jednostką mało wartościową i biorąc pod uwagę okoliczności w jakich dopuścił się swego czynu ( w obecności nieletnich ) prokurator domaga się dla niego surowej kary. Obrońca z urzędu mec. Danecki wskazał na trudne warunki życiowe osk. oraz na rozgoryczenie wskutek rzekomego pokrzywdzenia dziecka, co doprowadziło do pożałowania godnej napaści, do której zresztą osk. się przyznał. Obrońca wnosi o uwzględnienie tych okoliczności jako łagodzących, zaś co do osk. Wojcińskiej wnosi o uniewinnienie. W końcu zabrał głos mec. dr. Pietrowicz, popierając powództwo cywilne i wnosząc o zasądzenie na rzecz jego klienta kwoty 569,24 zł. Sąd po naradzie przychylił się do wniosku prokuratora, wymierzając osk. Wojcińskiemu łączną karę 1 roku więzienia, zaś osk. Wojcińską skazał na 1 miesiąc aresztu. Równocześnie Sąd skazał Wojcińskiego na poniesienie powództwa cywilnego w kwocie 569,24 zł. Rozprawie przewodniczył p. sędzia Brandowski, protokół prowadził p. aplikant Śmielecki.

Artykuł z Gazety gnieźnieńskiej ” Lech” Nr. 217 z dnia 18. 09. 1936 roku.