Noc grozy w Mielżynie.

Noc grozy w Mielżynie.

Nieustanne alarmy o pożarach nie dały mieszkańcom zasnąć

( Tekst i słownictwo oryginalne z epoki )

21-03-1936 rok Gazeta gnieźnieńska ” Lech ” w Nr. 65 pisała :

Mieszkańcy Mielżyna pod Witkowem przeżywali w nocy z ub. piątku na sobotę upiorne wprost chwile. Ledwo bowiem noc okryła czarnym całunem cichą wioskę, gdy rozległy się trąbki alarmowe, zwiastuny pożaru. Jak się okazało, paliły się budynki gospodarskie w niedalekim Janowie. Po krótkim czasie, gdy ludność wioski zamierzała udać się na spoczynek rozległy się ponownie sygnały alarmowe, a równocześnie zajaśniała nad wioską czerwona łuna, która z każdą chwilą przybierała na intensywności. Przerażona ludność wybiegła z domów, by pośpieszyć z pomocą zagrożonym przez żywioł mieszkańcom. Pożar, który objął początkowo stodołę i chlew p. Kowalskiego, niebawem przeniósł się na przyległą stodołę wraz z chlewem p. Tomczaka, które też mimo wysiłków straży padły w większej połowie łupem płomieni. Zaledwie mieszkańcy wioski ochłonęli z wrażeń, gdy rozległ się trzeci alarm. Tym razem stanął w płomieniach szczyt domu mieszkalnego p. Chmiela, w którym mieściła się restauracja wraz ze składem towarów kolonialnych i pisemnych. Straż mielżyńska, której z pomocą pośpieszyła straż witkowska, zdołała zapobiec przeniesieniu się pożaru na pobliskie budynki i stłumić ogień. Niebawem jednak wybuchł on jakby ze zdwojoną siłą ponownie, i to znowu na strychu. Tymczasem znajdujące się na parterze skład oraz restauracja pozostały zamknięte. Robiło to wrażenie, jak gdyby z góry wydane były na pastwę rozszalałego żywiołu. Dopiero gdy płomienie zaczęły coraz bardziej zagrażać, podwójne drzwi stanęły otworem i można było przystąpić do ratowania dobytku. Na temat tego ostatniego pożaru krążą w wiosce różne wersje. Jest bowiem rzeczą niemożliwą, aby dom p. Chmiela miał się zająć od palącej się stodoły p. Tomczaka, gdyż szczyt jego jest wyższy o 3 metry, a poza tym dach jest pod dachówką, a mur zbudowany z palonej cegły. Nie zamierzamy tu powtarzać wieści, opowiadanych sobie przez mieszkańców, lecz odczekamy wyników śledztwa, które niewątpliwie wykaże, czy mają one jakie podstawy realne. W wyniku śledztwa wszczętego przez policję z Witkowa i Gniezna aresztowano dotąd 8 mieszkańców Mielżyna, których osadzono w areszcie w Witkowie.

I drugi artykuł o powyższym pożarze z Gazeta gnieźnieńska ” Lech ” w Nr. 70 ( Z dn. 21-03-1936 )

Echa pożarów w Mielżynie

Od zarządu Ochotniczych Straży Pożarnej z Mielżyna otrzymaliśmy pismo z prośbą o sprostowanie pewnych nieścisłości, jakie zakradły się w naszym artykule !  Główną przyczyną przerzucenia się płomieni z budynku p. Kowalskiego na sąsiednią stodołę p. Tomczaka, napełnioną po brzegi zbożem, a stąd na szczyt domu p. Chmiela, był silny wiatr, który dął w stronę tych budynków. Nikt z mieszkańców nie przypuszczał, by pożar mógł się przerzucić na dom p. Chmiela, jednak wiatr obrócił wszystkie przypuszczenia w niwecz, niosąc iskry w stronę domu p. Chmiela, którego szczyt był o 1 m. niższy od zabudowań p. Tomczaka. Przez okno na szczycie iskry wpadły na strych, wzniecając tam ogień, który mimo przerąbania przez straż domu na 2 połowy, strawił doszczętnie cały budynek. Stwierdzić należy, że drzwi do restauracji były z tego powodu zamknięte, aby nie dopuścić do rabunku mienia p. Chmiela przez ciemne indywidua, żerujące na krzywdzie ludzkiej. Mimo jednak postawienia przed drzwiami posterunku podczas ratowania przez straż mielżyńską dobytku p. Chmiela, wdarła się do wnętrza gromada rabusiów, którzy skradli duże zapasy nagromadzonych tam zapasów. Następnego dnia policja aresztowała 8 z pośród rabusiów, jednakże ze skradzionego mienia część tylko zdołano odszukać – reszta została przez sprawców ukryta w bezpiecznym miejscu. Straż mielżyńska z całym poświęceniem niosła ratunek, jednakże z braku dostatecznej ilości wody akcja jej była wielce utrudniona. Straż witkowska przybyła dopiero pod koniec akcji, gdy pożar był już w większej mierze zlokalizowany. Z powyższego wynika, że wszelkie podejrzenia, jakie mogły się nasunąć osobom zbyt podejrzliwym podczas czytania naszego pierwszego artykułu, są zupełnie nieuzasadnione.

Artykuł opisuje posesje położone współcześnie przy Placu Wolności Nr.9, 10 i 11.