Ciężki los byłego żołnierza armii błękitnej.

Ciężki los byłego żołnierza armii błękitnej.

Nielitościwy gospodarz wyeksmitował go z izby.
  • Gazeta gnieźnieńska ” Lech” Nr. 249 dnia 25 Października 1936 roku.

Od szeregu lat w realności p. Jana Kosickiego w Witkowie przy ul. Warszawskiej zamieszkiwał p. Jan Sędzik. b. ochotnik armii generała Hallera i kawaler Krzyża Niepodległości, który prowadził drobną sprzedaż odpadków mięsnych firmy Bacon-Eksport Gniezno. Za zajmowane szczupłe pomieszczenia płacił przez szereg lat p. Kosickiemu wysoki czynsz dzierżawny. Z powodu choroby, nabytej w czasie wojny światowej  Sędzik z dnia na dzień zapadał na zdrowiu, aż wreszcie na skutek tego jak i wysokiego czynszu dzierżawnego i nadmiernych podatków zmuszony był przedsiębiorstwo zlikwidować, zatrzymując sobie jedynie małą izdebkę na strychu u p. Kosickiego. Stan choroby od kilku miesięcy tak się pogorszył, że jego niezdolność do zarobkowania według opinii lekarzy wynosi 100 procent. Skutkiem tego znalazł się wraz z rodziną w skrajnej nędzy. Jedyny środek utrzymania jego i dzieci w wieku od 3 miesięcy do 7 lat stanowiły kartofle uzbierane przez żonę na cudzych polach. P. Jan Sędzik z powodu nędzy nie płacił przez pewien czas komornego, z czego skorzystał p. Kosicki ( człowiek zamożny, który dorobił się w Witkowie majątku, kupując dwie kamienice ), i uzyskał wyrok eksmisyjny. W sobotę dnia 17 bm. w godzinach popołudniowych zjawił się komornik sądowy z najemnymi ludzmi i przystąpił do eksmisji. Równocześnie na miejscu zgromadził się tłum ludzi, którzy usiłowali przeszkodzić eksmisji. Komornik sądowy, widząc człowieka na łożu, zamierzał odstąpić od wykonania eksmisji, czemu jednak sprzeciwił się p. Kosicki, sprowadzając znanego na tut. terenie lekarza, który wydał orzeczenie, że Sędzik jest zdrów. Na tej podstawie eksmisję prowadzono dalej. Najemni robotnicy wynosili domowiznę, zaś  zebrany tłum wnosił ją z powrotem. Na tym tle doszło pomiędzy wynoszącymi a wnoszącymi do bójki. Gdy najemni ludzie widząc groźną postawę tłumu, zaprzestali wynoszenia, wówczas p. Kosicki z żoną i córką wynosili domowiznę Sędzika, oczywiście że pod ochroną policji. W dżdżysty i zimny dzień znalazł się Sędzik wraz z rodziną na bruku, ku oburzeniu obywatelstwa witkowskiego. Znaleźli się jednak ludzie litościwi, którzy pospieszyli z natychmiastową pomocą. P. Łuszczewski Zygmunt, właściciel młyna dał ludzi i wóz, zaś kierowniczka Komunalnej Kasy Oszczędności powiatu gnieźnieńskiego oddział w Witkowie p. Janina Seredyńska udzieliła wyeksmitowanym schronienia pod swoim dachem. Niezależnie od tego wyeksmitowani otrzymali od p. Łukowskiej i od p. Strancowej doraźną pomoc finansową i środki żywnościowe.