Wiekowo

Kalendarium dziejów miejscowości


1399 rok.

Pierwsza wzmianka w źródłach pisanych o Wiekowie.


1564 rok.

W Wiekowie jest 8 łanów ziemi uprawnej kmiecej,1 zagrodnik oraz karczma. Podatku zapłacono 5 florenów i 24 grosze (1)


1564 rok.
(Wiekówko)

W Wiekówku jest 1 łan ziemi kmiecej oraz mieszka 2 zagrodników. Podatku zapłacono 24 grosze.  (1)


1837 rok

Wieś liczy 8 domów i 80 mieszkańców. Jest własnością p. Jeske.  (2)


1837 rok. Podwiekowo

Składa się z 4 domów i 55 mieszkańców. Właściciel p. Jeske.  (2)


1837 rok. Wiekowko.

Liczy 6 domów i 70 mieszkańców. Własność p. Jeske.  (2)


1893 rok.

Wiekowo razem z Wiekówkiem ( 5 domów i 60 mieszkańców ) oraz Podwiekowem ( 1 dom i 13 mieszkańców ) ma 16 domów i 197 mieszkańców, w tym 181 katolików i 16 protestantów. Znajduje się tam cegielnia i wiatrak. Prowadzony jest chów bydła holenderskiego. Miejscowość należy do parafii Powidz.  (3)


1928 rok.

Wieś liczy 582 mieszkańców. Kołodziejstwem zajmuje się p. Maćkowiak W. Kowalstwem p. Berkowski J. Krawiectwem p. Głowacka. Rybołówstwem p. Dreczkowski L. Wyszynk trunków prowadzi p. Słupecka P.  Wiatrak jest w posiadaniu p. Ziółkowskiego A.  (4)


30 – Styczeń – 1936 r.

Fragment artykułu opisujący zdarzenie z Wiekowa. Zamieszczony w Gazecie ” Lech” w Nr.24 z w/w dnia.

W Wiekowie w jednym z chlewów znajdowały się świnie i drób, co tak spodobało się wspomnianym gościom, że postanowili… opróżnić chlew, przy czym jednak nie zapomnieli o środkach ostrożności. Jeden wszedł do chlewu i tam zajął się ” likwidacją ” kur. Drugi natomiast zamknął za ” kolegą” drzwi chlewa i pełnił służbę… wartowniczą. Niedługo jednak stał na posterunku. Psy szczekaniem zbudziły właściciela gospodarstwa p. Roszkowiaka, który wyszedł z domu. Na jego widok złodziej – wartownik, zapominając o swym koledze – zwiał. Drugi nie przeczuwając nic złego, pracował w dalszym ciągu. P. Roszkowiak, słysząc krzyk kur, podszedł do drzwi chlewa i zapytał : Kto tam ? . Padła odpowiedź ,, swój ”.  Odpowiedź nie zadowoliła p. Roszkowiaka. Poznawszy złodzieja, zamknął drzwi chlewa i stanął przy nich. Równocześnie wysłał jednego z domowników do Powidza, po policję, która natychmiast przybyła i złowiła w chlewie ,, ptaszka,,.


27 – Luty – 1936 r. 

Tego dnia gazeta gnieźnieńska ” Lech” w Nr. 48 pisała :

Krwawy napad bandycki w Wiekowie.

8 zamaskowanych bandytów zmasakrowało 2 mieszkańców Wiekowa. Zgon jednej z ofiar.

Wczorajszego wtorku o godz. 7. wieczorem do mieszkania rolnika Zycha w Wiekowie pod Witkowem wtargnęło 8 zamaskowanych uczernionych bandytów, którzy zastali domowników przy darciu pierza. Zanim ochłonęli oni z przerażenia, bandyci rozpoczęli strzelaninę. Jedna z kul przeszyła przybyłego w odwiedziny inwalidę wojennego Józefa Zycha z Ostrowa Kościelnego, który zwalił się na podłogę. Broczącemu w krwi bandyci wbili jeszcze nóż w plecy, ponadto pożgali niebezpiecznie po głowie i plecach brata Piotra Zycha z Wiekowa. Pozostali domownicy uciekli oknem i zaalarmowali całą wieś z sołtysem Lechertem na czele. Obstawiono wszystkie drogi i zawezwano pomocy lekarskiej i policyjnej z Witkowa. Przybyły lekarz dr. Samulski z Witkowa udzielił ofiarom krwawego napadu pierwszej pomocy. Józefa Zycha przewieziono natychmiast w stanie beznadziejnym do Szpitala Miejskiego w Gnieźnie, gdzie mimo operacji zmarł. Policja z Witkowa i Powidza urządziła obławę w wyniku której aresztowała poznanych przez domowników dwóch uczestników krwawego napadu : Włodarczyka i Spławskiego z Wiekowa, których skutych w kajdany przewieziono o godz.1 w nocy do Witkowa, gdzie ich zamknięto w więzieniu. Ujęcia dalszych bandytów należy oczekiwać każdej godziny.  Bandyci dokonali napadu z zemsty, albowiem z Zychami mieli osobiste porachunki. Włodarczyk już od dłuższego czasu odgrażał się Józefowi Zychowi krwawą zemstą. Ujęci bandyci, pomimo że zostali rozpoznani, wypierają się udziału w napadzie. Mimo późnej godziny, wieść o krwawej zbrodni rozeszła się po całym Witkowie, wywołując wśród mieszkańców ogromne wrażenie.


8 – Kwiecień – 1936 r.

Zwolnienie z więzienia.

Aresztowani w związku z głośnym napadem bandyckim w Wiekowie, którego ofiarą padł inwalida wojenny śp. Józef Zych, zostali z więzienia w Gnieźnie zwolnieni za wyjątkiem rzekomego zabójcy Stefana Włodarczyka.

Gazeta gnieźnieńska ” Lech ” Nr.83 z w/w dnia.


07 – Czerwiec – 1936 r.

Pożar

W zagrodzie rolnika Walentego Gruszczyńskiego w Wiekowie wybuchł pożar, który strawił doszczętnie dom mieszkalny. Pastwą rozszalałego żywiołu padły wszystkie sprzęty domowe wraz z domowizną chlebownicy Rozalii Garbelowej.

Gazeta gnieźnieńska ” Lech” Nr.132 z w/w dnia.


12 – Lipiec – 1936 r.

W tym dniu Gazeta Gnieźnieńska ” Lech” w Nr. 160 pisała :

Aresztowanie trzech bandytów
którzy dokonali napadu i morderstwa w Wiekowie.

Na mieszkanie rolnika Zycha w Wiekowie w przeddzień Popielca dn. 25 lutego br. dokonano napadu. Zamaskowani bandyci w liczbie 8 rozpoczęli bezładną strzelaninę. W wyniku strzelaniny padł trupem Józef Zych z Ostrowa Kościelnego. Ponadto nożami pokłuto niebezpiecznie brata zamordowanego Piotra Zycha. W wyniku dochodzeń aresztowano kilkunastu osobników, których po niedługim czasie zwolniono. Obecnie sprawa przybiera inny kierunek. Faktycznych sprawców zbrodni wykryto i w dniu wczorajszym na polecenie Okręgowego sędziego śledczego osadzono w więzieniu gnieźnieńskim. Są nimi : Władysław Wawrzyniak, Michał Komisarek i Chwalebny Kazimierz. Dalsze śledztwo w toku.


26 – Sierpień – 1936 r.

W Wiekowie w nocy dn. 26 Sierpnia, wybuchł groźny pożar, który spowodował wiele strat, spaliła się bowiem stodoła, chlew, szopa oraz część urządzenia domowego, właścicielowi tego gospodarstwa Michałowi Maćkowiakowi, a dzierżawcy tegoż gospodarstwa Andrzejowi Sakowiczowi spaliły się koń, krowa, świnia, koza, kury i kurczęta, oraz 30 wozów żyta, narzędzia rolnicze i bielizna.

Gazeta gnieźnieńska ” Lech ” Nr.202 z dn.01-09-1936 r.


30 – Wrzesień – 1936 r.

Zwłoki umysłowo-chorej w płonącym stogu. 

W poniedziałek o godz. 4.30 nad ranem, gdy rybacy Br. Droczkowski i K. Jarolewski z Wiekowa wracali z połowu do domu zauważyli że jeden ze stogów p. Wełnicowej stanął w płomieniach. Przybiegłszy na miejsce, znaleźli na skraju stogu, gdzie właśnie płomienie najpierw zaczęły się wydobywać, częściowo nadpalone już zwłoki jakiejś kobiety. Jak ustalili mieszkańcy Wiekowa, były to zwłoki umysłowo chorej 31 letniej sieroty Marty Wierzbińskiej z Wiekowa, która przed 6 tygodni oddaliła się z domu i prawdopodobnie przez cały ten czas błąkała się w okolicy. Nasuwa się więc uzasadnione podejrzenie, że ona to spowodowała pożar stogu i zahipnotyzowana widokiem płomieni, rzuciła się w nie, ginąc straszną śmiercią. Na miejsce wypadku udała się komisja sądowo-lekarska z Witkowa.

Gazeta gnieźnieńska ” Lech” Nr.227 z w/w dnia.


01 – Październik – 1936 r.

Fałszywe rozpoznanie zwłok żywcem spalonej

Pisaliśmy wczoraj o pożarze stogu, w płomieniach którego miała zginąć umysłowo chora Marta Wierzbińska z Wiekowa. Jak z dalszego dochodzenia ustalono w sposób nie ulegający żadnej wątpliwości, nie były to jej zwłoki lecz zwłoki 49-letniej wdowy Marty Rzemyszkowej, właścicielki 60-morgowego gospodarstwa w Wiekowie. Przyczyną targnięcia się na życie był silny roztrój nerwowy, doznany na tle długotrwałych bólów żołądka i głowy.

Gazeta Gnieźnieńska ” Lech” Nr.228 z w/w dnia.


13 – Październik – 1936 r.

Zabobon przyczyną tragicznej śmierci wdowy ?

Echa znalezienia zwłok śp. Rzemyszkiewiczowej w płonącym stogu.

Przed kilkoma dniami donosiliśmy o tragicznej śmierci mieszkanki Wiekowa, 49 letniej wdowy Rzymyszkiewiczowej, która spaliła się żywcem w podpalonym przez nią stogu. Przeprowadzone śledztwo nie ustaliło, że popełniła ona samobójstwo, w związku jednak z pewnymi odkryciami nasuwa się inna koncepcja. Mianowicie denatka która miała na głowie kołtuny przejęła się zabobonem, że gdy przy świetle płomieni obstrzyże się kołtuny, to one znikną, i usiłowała to wypróbować. Udała się więc pod stóg i go podpaliła ; prawdopodobnie wówczas zemdlała, na co wskazuje również pozycja ciała oraz leżące tuż przy nich nożyczki. Hipoteza ta wydaje się bardziej prawdopodobna a niżeli podana pierwotnie wersja o samobójstwie wskutek rozstroju nerwowego, spowodowanego bólem głowy i żołądka.

Gazeta Gnieźnieńska ” Lech” Nr.238 z w/w dnia.


15 – Październik – 1936 r.

Epilog krwawej zbrodni w zapusty.

Główny sprawca Stefan Włodarczyk z Wiekowa skazany na 4 lata więzienia.

Przed wydziałem karnym tut. Sądu Okręgowego rozegrał, się wczoraj epilog krwawego napadu bandyckiego, jakiego dokonało 5 osobników z poczernionymi sadzą twarzami w dniu 25 lutego 1936 roku na zagrodę p. Piotra Zycha w Wiekowie pod Witkowem.

CO MÓWI AKT OSKARŻENIA.

Było to w zapusty, gdy około godz. 18.30 usłyszał Piotr Zych ujadanie psów. Wyszedł więc na podwórze i zbliżył się do furtki, gdzie rzucili się na niego przyczajeni tam osobnicy i poranili go tępymi narzędziami tak dotkliwie, że stracił przytomność. W dalszym ciągu trzech napastników wtargnęło do kuchni, gdzie zebrana była rodzina Zychów, m. in. przybyły na urlop syn ( w innych miejscach podawano że był bratem)  Józef. Jeden z umorusanych sadzą opryszków, uzbrojony w rewolwer, zawołał ,, ręce do góry ,,. Podczas gdy niektórzy z domowników posłuchali tego wezwania, rzucił się Józef Zych na bandytę, chwycił go za ręce i wypchnął do sieni, gdzie potoczył się z napastnikiem ku klatce schodowej. W pewnym momencie padły w krótkich odstępach 2 strzały, z których jeden ugodził śp. Zycha w brzuch. Strzał ten okazał się śmiertelny i Zych po przewiezieniu go do szpitala miejskiego w Gnieźnie zmarł. Po żmudnych dochodzeniach ustalono, że napadu dokonali Stefan Włodarczyk z Wiekowa oraz Chwalebny, Wawrzyniak i Komisarek z Witkowa, i to na tle zemsty, jaką pałał Włodarczyk do rodziny Zychów, za to, że donieśli policji o popełnionej przezeń kradzieży zboża. Na rozprawie, której przewodniczył p. sędzia Brandowski, żaden z oskarżonych do winy się nie przyznał. Główny oskarżony Włodarczyk przeczy stanowczo, jakoby kiedykolwiek odgrażał się Zychom i by swego czasu obrzucał ich kamieniami. Do udziału w napadzie się również nie przyznaje, twierdząc, że w tym czasie był u znajomych u których przebywał do godz. 22. Drugi osk. Chwalebny twierdził, że dnia 25 lutego chodził w przebraniu do godz.17 ( były to zapusty ) a około 7 wieczorem był z żoną, na zabawie. Również Wawrzyniak i Komisarek zaprzeczają wszystkiemu, twierdząc że krytycznego wieczoru byli w domu. Z licznej plejady świadków szczegółowo zobrazował przebieg krwawego napadu Piotr Zych. Gdy doszedł on do furtki, jeden z osobników chwycił go pod gardło a drugi z umorusaną ręką włożył mu płat w usta, mówiąc, że go ukatrupi, przy czym użył pewnego wyrazu, którym posługiwał się tylko Włodarczyk, gdy przy spotkaniach miotał na nich wyzwiska. Później napastnicy zadali mu 7 uderzeń, od których legł na ziemi. Widział tylko jeszcze, jak pobiegli pod okno a później usłyszał strzał. Ostatkiem sił dowlókł się do domu, gdzie zastał brata, leżącego w kałuży krwi. Brat wówczas odezwał się w te słowa ,, Jezus, z tym bandziarzem macie ciągłe zatargi. 2 kule mam w brzuchu – już nie wyżyję ,, . Jak świadek podaje, bandziarzem nazywali zawsze Włodarczyka, stwierdzając, że ma on złą opinię, często odgrażał się różnym osobom zastrzeleniem a ostatnio planował napad na rolnika Wojciechowskiego. Po przesłuchaniu dalszych świadków i przemówieniu p. prok. Zajęczkowskiego, Sąd wydał wyrok, na mocy którego Stefan Włodarczyk skazany został na 4 lata więzienia z zaliczeniem aresztu śledczego. Pozostałych oskarżonych Sąd dla braku dowodów winy uwolnił.

Gazeta Gnieźnieńska ” Lech” Nr.240 z w/w dnia.


Literatura

  1. Atlas historyczny Polski. Rejestry poborowe województwa kaliskiego w XVI w., red. M. Słoń, http://atlasfontium.pl
  2. J.A.Bobrowicz.- Opisanie historyczno-statystyczne Wielkiego Księstwa Poznańskiego – wyd. Lipsk 1846 rok
  3. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. t. XIII r.1893.
  4. Księga Adresowa Polski 1928