Skarb w Mielżynie.

1852 rok.

W 1852 roku parobek orzący pole plebańskie wyorał złotego dukata. Pole było w miejscu niedawno rozebranych zabudowań komorniczych. Nie był sam – nadzorujący pracę oracza ojciec miejscowego plebana Wincenty też zauważył znalezioną monetę. W miejscowości zrobiło się głośno o znalezisku. Przy okazji, zauważono, że miejscowy komornik plebański, Michał Kowalski, w ostatnim czasie dziwnie się wzbogacił. Zaczęto podejrzewać, że też mógł coś podobnego znaleźć. Plotki te dotarły także do plebana Ks. Koszuckiego. Ten postanowił wezwać Kowalskiego na rozmowę. To, czego się dowiedział, przeszło jego najśmielsze przypuszczenia. Komornik przyznał się księdzu do znalezienia podczas uprzątania rumowisk i regulacji ziemi po dwóch rozebranych domach komorniczych glinianego garnka z monetami. Monety były zakopane przed oknem jednego z rozbieranych domów. Znalazca przyniósł na plebanię znalezione monety. Było tego jeszcze 161 sztuk. Okazało się, że dużą część monet zdążył sprzedać miejscowym żydom. Sprzedawał po kilka złotych dukatów za jednego srebrnego talara. Oszacowano że w garnku mogło znajdować się ok. 300 monet złotych dukatów. Monety te złożone zostały w depozycie sądowym w Gnieźnie. Ówcześni numizmatycy z prof. Przyborowskim na czele przeprowadzili ekspertyzę tych monet. Stwierdzili, że między innymi znajdowały się tam takie okazy jak: Zechino wenecki za Doży Andrzeja Dandalo z wizerunkiem św. Marka wręczającego chorągiew Doży po jednej stronie a postacią Chrystusa po drugiej. Miał to być najstarszy dukat, jaki kiedykolwiek wybito. Zechino to nazwa złotej monety weneckiej, inaczej cekin. Cekin równy był zawartością złota florenckiemu florenowi. Wizerunek św. Marka i Doży oraz Chrystusa po drugiej był typowy dla tych monet. Zaczęto je wybijać w 1284 roku, miały wagę 3,54 grama i czystość ok. 24 karatów. Mielżyński cekin został wybity za doży Andrzeja Dandalo, który panował w latach 1343 – 1354. Nie jest więc obecnie najstarszym znanym egzemplarzem – monety te, w momencie wybicia naszego egzemplarza, wybijano już przynajmniej od 60 lat. Najwięcej dukatów było z wizerunkiem Matki Boskiej, prawdopodobnie były to monety węgierskie. Najnowsze monety znalezione w skarbie pochodziły z roku 1521. W tym czasie, królem polski był Zygmunt I Stary i to za jego panowania zaczęto bić na monetach polskich datę roczną, wcześniejsze zawierały tylko imię władcy. Kto ukrył ten skarb? Ksiądz Koszucki opisując okoliczności znalezienia skarbu sugeruje, że mógł zostać ukryty przez jakiegoś księdza podczas przemarszu wojsk szwedzkich w 1655 roku. Jednak jest to chyba bardzo mało prawdopodobne. Od 1521 do 1655 to ponad 130 lat , a w skarbie brak monet z tego okresu. To wskazuje, że ukryto go w niedługim czasie od wybicia monety z najnowszą datą. Obliczmy wartość skarbu. Jak wcześniej pisałem, złoty dukat ważył ok.3,5 grama a jak pamiętamy pierwotną ilość tych monet w znalezisku oceniono na 300 sztuk. 300 x 3,5g to delikatnie ponad 1 kg złota. Na przełomie XV/XVI wieku stosunek ceny złota do srebra wynosił jak 1 do 30. Potem zaczęło się to zmieniać, srebro taniało. Ale w omawianym okresie za 1 złotego dukata płacono 45 groszy (1528 rok) – wartość naszego skarbu wynosiła więc ok 13500 groszy. W źródłach z tamtego okresu podają przykładowo, że w 1525 roku za konia płacą w Krakowie 270 groszy. Za 13500 groszy można było kupić 50 koni. Zatem kto w małym miasteczku dysponował taką kwotą pieniędzy? Pierwsze podejrzenie pada na dziedziców Mielżyna. Ok. roku 1521 prawdopodobnie jest ich dwóch. Pierwszy to Stanisław Mielżyński – kanonik metropolitarny gnieźnieński i poznański, zmarły ok.1530 roku w Gnieźnie. Drugi to jego brat Mikołaj, który był ojcem 7 dzieci i 2 razy żonaty – jego drugą żoną była Róża Brudzewska. Nie wiemy czy Mikołaj mieszkał w Mielżynie, prawdopodobnie tak. Czy ktoś z rodziny Mielżyńskich musiał ukrywać w taki sposób pieniądze? W  tym czasie nie było już wojny, która stanowiłaby zagrożenie dla naszego regionu – ostatnia z Krzyżakami zakończyła się wczesną wiosną 1521roku. Należy też wziąć pod uwagę możliwość istnienia w Mielżynie zarządcy w folwarku, o ile takowy folwark istniał w tej miejscowości w tym czasie Najczęściej zarządcą był  jakiś drobny szlachcic. Być może właśnie taki drobny szlachcic, zbierający przez wiele lat zarobione pieniądze lub też będąc szczęśliwym posiadaczem jakiejś spłaty z majątku po ojcu lub jakimś wuju, postanawia dla bezpieczeństwa go ukryć. Jest też jeszcze jedna możliwość – moim zdaniem najbardziej prawdopodobna – depozytariuszem naszego skarbu był ksiądz ówczesny – proboszcz parafii lub może prebendarz. W 1517 proboszczem był Tomasz z Trzemeszna, prawdopodobnie był pochodzenia mieszczańskiego i nie wydaje się aby mógł otrzymać jakąś spłatę w tak dużej  wysokości. Nie wiemy też, do którego roku był mielżyńskim proboszczem. Nie znamy jego następcy ale jeśli był szlachcicem to może być osobą, której szukamy. W tamtych czasach nie było banków jakie dziś znamy – ludzie uważali, że najlepszym bankiem jest ziemia, to ona najlepiej potrafiła zabezpieczyć posiadane pieniądze. Nie ukrywano w sposób przypadkowy. O ile podróżujący kupcy chowali towary i pieniądze gdzieś po drodze, w charakterystycznym miejscu i poza osadami, by podjąć je w drodze powrotnej, o tyle mieszkańcy osad stosowali inne zasady. Ukrywali je w miejscach, nad którymi mogli sprawować kontrolę, które mogli bez żadnych podejrzeń obserwować. Nie ukrywano w miejscach, w których przypadkowa osoba mogłaby wpaść na pomysł wykonania jakiegoś wykopu. Jak pamiętamy, skarb został znaleziony pod oknem jednego z komorniczych domów. To na pierwszy rzut oka bardzo nieodpowiednie miejsce. Jednak z dokumentów dowiadujemy się, że te dwa komornicze domy wcześniej były zamieszkiwane przez księży prebendarza  i wikariusza. Znajdujemy też opis tych budynków. Były to budynki drewniane o dwóch izbach i dwóch komorach. Znajdowały się na wzgórku pół staja odległe od plebani (czyli jakieś 50-65 metrów ) z południowej strony. Jednak nie wydaje się możliwe aby te budynki przetrwały 330 lat – najprawdopodobniej na tym wzgórku, być może sztucznie usypanym, powstawały domy w tym samym miejscu przez kilkaset lat. To niwelacja tego wzgórka spowodowała odkrycie na nowo zdeponowanego w nim przed trzema stuleciami skarbu. Nie wiemy, dlaczego ówczesny posiadacz skarbu nie podjął go. Prawdopodobnie zmarł nagłą śmiercią i nie zdążył nikomu przekazać wiedzy o miejscu ukrycia swojego majątku, ale to już na zawsze pozostanie tajemnicą. Wróćmy jeszcze na chwilę do odkrywcy naszego skarbu. Po kilku latach procesów, w 1858 roku sąd przyznał kościołowi sumy z połowy znalezionego skarbu, natomiast druga połowa rozdzielona została między dzieci znalazcy (sam znalazca nie dożył końca procesu ) a fiskusa. Być może do dziś, gdzieś w ziemi na południe od plebani, spoczywa jakaś zagubiona złota moneta z tego skarbu.

Bibliografia
X.Hilary Koszutski – Obrazek Historyczny Mielżyna i Kościoła parafialnego w Mielżynku.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *